Rozdział I
Był poranek pewnego zimowego dnia.
Młody szesnastoletni chłopak schodził z Mount Blanc. Dochodził już do wioski w
której mieszkał, gdy nagle usłyszał potężny huk. Potem chwila ciszy. Obrócił
się w mgnieniu oka i zobaczył jak prosto na niego sunie lawina. Zaczął zbiegać
po zboczu. Lawina była już przy nim gdy potknął się i wpadł do jakiegoś tunelu.
Ruszył kulejąc przed siebie. Wyciągnął z plecaka latarkę i spojrzał na nogę.
Omal nie zemdlał. Zobaczył jak noga wykręciła się pod dziwnym kształtem. Wyjął
z kieszeni czekan i sznur. Z toporka ułamał ostrze zostawiając trzonek.
Przyłożył go do nogi i mocno przywiązał. Syknął gdy za mocno przyciągnął. Wstał
z trudem utrzymując się na nogach. Ruszył przed siebie, nie zrobił pięciu
kroków, gdy nagle zaczął zjeżdżać z ogromną prędkością w dół. Spojrzał w dół i
zobaczył że jest bardzo wysoko nad ziemią. Zamknął oczy z przerażenia. Przed
oczami zobaczył wiele postaci. Była tam jego mama, tata, brat, najlepsza
przyjaciółka i przyjaciel oraz jego dziewczyna. Gdy zauważył ją z oczu łzy
zaczęły mu powoli kapać. Czuł jak pęd powietrza zostawia łzy w powietrzu. W
końcu ku jego wielkiemu zdziwieniu chłopak poczuł jakby zaczął zwalniać. Co
dziwniejsze zobaczył światło i cień człowieka. Nie wiedział czy był to chłopak
czy dziewczyna, ale i tak uradowało go to najbardziej w tym momencie. Dojeżdżał
już do światła, gdy poczuł ciepło. Dziwne domowe ciepło, którego nie powinien
doświadczyć w lodowcu! Próbował wstać lecz nie mógł, bo jego mięśnie ważyły
tonę. Otworzył oczy, ale nie widział nic prócz oślepiająco białego światła.
Poczuł cudowny zapach kwiatów... Ale stop! Jak zapach kwiatów ? Dopiero co
prawie zamarzł w lodowcu, a tu czuje zapach kwiatów? Zamrugał kilka razy
powiekami. Tak, udało mu się, zaczął widzieć kształty! Jeszcze kilka razy... Przed nim stała młoda dziewczyna. Miała
długie rude włosy. Oczy wyglądały jak ciepła czekolada. A jej twarz miała
delikatne rysy. Miała szesnaście lat. Tak znał ją. Była to Samantha Koller,
jego dziewczyna. Nie mógł uwierzyć własnym oczom, zobaczył ją. Spróbował
podnieść ręce, aby ją uścisnąć, ale ona już podbiegła do jego łóżka widząc, że
się obudził. Przytuliła go bardzo mocno. Nie mógł uwierzyć, że ma ona ma tyle
siły. W końcu pocałowała go w usta. Chłopak poczuł falę gorąca. Czuł z jak ust
tej dziewczyny promieniuje szczęście i ogień. Nie chciał go ugaszać więc oddał
pocałunek. Dziewczyna leżała wtulona w niego bardzo długo. Dopiero, gdy
zasnęła, rozejrzał się po pokoju. Tak był to jego pokój! Wszystko w takim
stanie w jakim go zostawił. Na ścianie plakat AC/DC, ściany pomalowane na
niebiesko. Tylko jedna rzecz była tu, której on tu nie zostawił. Postanowił
spróbować wstać. Nie udało mu się. W
końcu muszę wstać! Za drugim razem wręcz ze złością zmusił swoje ciało do
wstania. Chwiejnym krokiem doszedł do biurka na którym było duże kartek z
życzeniem powrotu do zdrowia. Jego zdjęcie z Samanthą. Obrócił głowę w kierunku
łóżka na którym spała jego dziewczyna. Tak
cudownie śpi...pomyślał sobie. Zobaczył na biurku jednak coś dziwnego...
Tak to na pewno nie było jego. Przeglądał duże pudełko. Potrząsnął nim i usłyszał,
że coś jest w środku. Jak to do cholery
otworzyć?! To nie ma zamka!!! Mówił sobie w myślach. Zaczął obracać to
czarne pudełko. Nie usłyszał, gdy jego dziewczyna podeszła na palcach do niego
i pocałowała go w usta, uwieszając się na jego barkach.
****************
Wiem że do d*** ale cóż ... ; p
Pierwszy rozdział w formie prologu następny będzie dłuższy i prawdopodobnie powstanie za 2 tygodnie !: D Jeśli chcecie być informowani o tym to piszcie na maila zarzecki.jacek98@gmail.com
Pierwszy rozdział w formie prologu następny będzie dłuższy i prawdopodobnie powstanie za 2 tygodnie !: D Jeśli chcecie być informowani o tym to piszcie na maila zarzecki.jacek98@gmail.com